Utrata przyjaciela pomogła mi zrozumieć, że mam już korzenie w Szkocji
Comment: Tomasz Oryński on suicide and Polish customs on memorialising the dead.
Tomasz Oryński is STV's Polish columnist and writes a monthly essay on his life in Scotland. This month he offers his most personal piece so far, a reflection on the suicide of his friend and the differing customs and mores in Poland and Scotland.
Tomasz's article is published in Polish with an English translation underneath.
Importowane z zachodu zwyczaje i tradycje zwykle dobrze przyjmują się w Polsce.
Szczególnie zaraz po upadku komunizmu spragnieni byliśmy wszystkiego, co wcześniej widywaliśmy tylko na amerykańskich filmach. Jednak o ile Walentynki czy inne święta komercji przyjęły się u nas praktycznie od razu, Halloween wciąż jednak nie wydaje się być dobrze zakorzenione.
To prawdopodobnie dlatego, że jedną z naszych najważniejszych tradycji jest dzień Wszystkich Świętych. Ten dzień zadumy, kiedy wspominamy zmarłych i spotykamy bliskich na grobach przyjaciół i krewnych którzy odeszli, jakoś nie do końca współgra z szaloną imprezą poprzedniego wieczora.
Szczególnie, że nie potrzebujemy zaspokajać swojego głodu magii przebierając się za wiedźmy i wycinając potwory w dyniach - nie ma nic bardziej magicznego niż wieczorny spacer przez rozświetlony tysiącami zniczy przykryty listopadową mgłą cmentarz.
Wielu ludzi przemierza pół świata by spotkać się z rodziną nad grobami przodków. W ten dzień okolice cmentarzy zalane są parkującymi samochodami z rejestracjami z całego kraju, a w większych miastach specjalne linie tramwajowe i autobusowe ułatwiają tłumom dotarcie na największe cmentarze.
Dla wielu rodzin to właśnie ten dzień jest tym, w którym cała rodzina zbiera się w komplecie. Święta Bożego Narodzenia to czas, w którym odwiedzamy teściów a najważniejsze są nasze dzieci - Gwiazdka to czas tego co jest i będzie. Wszystkich Świętych natomiast to czas, w którym króluje to, co było.
W pewnym sensie można przyrównać rodzinę do drzewa. Młodsi członkowie to gałęzie, które dążąc ku słońcu mieszają się z gałęziami innych drzew. Ale w tym dniu większość Polaków, niezależnie od tego, jak bardzo oddalili się od pnia, przynajmniej myślami wracają do swoich korzeni. Ale jest także różnica.
Człowiek nie jest zwykłą gałęzią drzewa. W ciągu naszego życia, zapuszczamy własne korzenie - kiedy ludzie spoza rodziny, którzy byli dla nas ważni, odchodzą. I nawet ci, którzy nie potrafią dłużej zagrzać jednego miejsca, pozostawiają za sobą ścieżkę usianą grobami ludzi, którzy byli dla nich ważni.
My, Polacy, którzy przybyliśmy do Szkocji po tym, jak nasz kraj dołączył do Unii Europejskiej, mieszkamy już tutaj ponad dekadę. Ci młodsi z nas spędzili tu już większą część życia niż w kraju ojczystym. Nic więc dziwnego, że coraz częściej zaczynamy zapuszczać tutaj korzenie.
Czasem zdarza się to o wiele za wcześnie. Mój "pierwszy grób" w Szkocji to grób Adama. Adam był synem właściciela firmy, w której pracowałem podczas moich studiów i przez pewien okres po uzyskaniu dyplomu. Często pomagał w prowadzeniu rodzinnego biznesu więc często mieliśmy okazję uciąć sobie pogawędkę - czy to, kiedy spotykałem go pracującego w magazynie, czy też kiedy wyjeżdżał ze mną w trasę jako pomocnik kierowcy.
Nie było niczym nadzwyczajnym spotkać go w firmie po godzinach, kiedy w firmowym magazynie pracował nad którymś ze swoich dwóch samochodów, będących jego pasją i dumą. Adam uwielbiał samochody i kiedy nie był zajęty dopieszczaniem swojego czerwonego Vauxhalla Astry, pracował przy starym BMW, które przygotowywał do zawodów na torze.
Jedynym tematem, który był w stanie wywołać większy błysk w oku była jego mała siostrzyczka. Ale niezależnie od tego, jaki był temat rozmowy, zawsze miło spędzało się z nim czas. Adam był zawsze uśmiechnięty, zawsze chętny do niesienia pomocy czy zwyczajnie do tego, aby pożartować.
Potrafił też słuchać, kiedy człowiek zwyczajnie potrzebował ponarzekać na swoje problemy. Mało kto z nas jednak był świadom że Adam także ma poważne problemy. Za tym uśmiechem i pozytywnym nastawieniem, które często rozświetlały szary dzień pracy, ukrywał się młody człowiek z problemami psychicznymi, który każdego dnia walczył o przetrwanie.
Adam cierpiał na depresję. Nie chciał, abyśmy o tym wiedzieli - i nie chciał także martwić swojej rodziny. Każdego dnia po prostu zakładał maskę, zachowując swoje problemy tylko dla siebie. Dlatego kiedy pewnego dnia zobaczyłem na moim Facebooku informację o zaginięciu Adama, pierwsze o czym pomyślałem to to, że jest to jeden z jego kolejnych zwariowanych dowcipów.
Jakoś jednak czułem, że coś jest nie tak, więc pogrzebałem w temacie i okazało się, że jest to prawdziwe ogłoszenie wypuszczone przez lokalną policję. Kilka dni później dotarła do mnie straszna wiadomość - Adam przegrał swoją walkę z depresją, choroba zabrała mu życie.
Po początkowym szoku zacząłem się trochę obwiniać: czemu nic nie zauważyłem, czasami miał takie smutne oczy? Może trochę też jest w tym mojej winy, w końcu należałem do tych, którzy pokpiwali z niego po tym, jak rozbił swój samochód? Takie myśli nie dawały mi spać przez kilka nocy.
Na jego pogrzebie rodzina wyraziła wolę, że chciałaby, aby historia Adama pomogła zwiększyć świadomość społeczeństwa w temacie depresji. Postanowiłem poczytać trochę więcej na ten temat i dziś rozumiem nieco więcej na temat tego, co się stało.
Oczywiście, żaden ze mnie ekspert, ale chciałbym wierzyć, że jeśli dzisiaj ktoś z moich przyjaciół potrzebowałby pomocy, wiedziałbym, jak ją zaoferować bez narzucania się. Dlatego właśnie informowanie ludzi o depresji jest ważne i dołączam się do apelu rodziny aby każdy spędził chwilę na lekturze podstawowych informacji na ten temat. Myślę, że sam Adam też by tego chciał.
I tak w tym roku mój dzień Wszystkich Świętych będzie nieco inny. Poza tymi wszystkimi grobami w Polsce, po raz pierwszy będę wspominał mojego szkockiego przyjaciela.
I nawet jeśli Szkocja nie okaże się moim domem na całe życie i wichry losu zaniosą mnie na przeciwny kraniec świata, pierwszego dnia listopada moje myśli będą zawsze zmierzać także do tego grobu przy tylnej ścianie Hawkhead Cemetery w biczowanym listopadowymi deszczami Paisley.
Zapuściłem swoje korzenie w Szkocji.
Pamięci Adama Alcrofta 22.2.92 - 26.11.15.
Tomasz Oryński (orynski.eu) jest polskim niezależnym dziennikarzem mieszkającym w Szkocji. Publikuje po polsku, czesku i angielsku. Studiował fizykę, astronomię, politykę Europy środkowowschodniej oraz bohemistykę. Jego zainteresowania dziennikarskie obejmują transport drogowy, politykę, muzykę i podróże, być może dlatego, że swoją przygodę ze Szkocją rozpoczął za kierownicą ciężarówki kursującej na Hebrydy Zewnętrzne.
Jeśli zostałeś dotknięty samobójstwem bliskiej osoby, organizacja Survivors of Bereavement by Suicide może udzielić ci wsparcia.
Western customs and traditions usually settle well in Poland.
Especially fresh after the fall of the Iron Curtain, we were thirsty for all that we could so far only see in American movies. But while Valentine's Day and other commercial holidays took root almost instantly, there is one tradition that is having a rough path into Polish minds - Halloween.
It's because All Saints' Day is one of the most important holidays in Po land. It's a day of musings and remembering family members and friends who have passed away. It just does not feel right to have a crazy party the previous evening and then go to the graves the next day.
Especially since we don't need to dress as witches and carve pumpkins to feel magical: There is nothing more magical than going to the cemetery on a foggy November night and wandering in silence between the graves lit up by thousands of candles.
Many people travel long distances to join family members at the graves of their ancestors. On All Saints' Day, the surroundings of the cemeteries are flooded with parked cars and special bus and tram lines are provided by the biggest cities to cater for the crowds.
For many families, this is the only time of the year when they all gather together: Christmas is a time of now and the future, you spend it with your in-laws and your children take primary importance. All Saints' Day is about the past; it is about where you come from, not what lies ahead.
In a manner of speaking, family can be seen as a tree. Young members are like branches that reach to the sun and mix with branches of the other trees. But on All Saints' Day, no matter how far life has taken you from the trunk of your family, most Poles will at least think about where their roots are.
But there is also a difference. A human being is not a branch of a tree. As we grow older, we take our own roots when people who are important to us pass away. And even those who lead a nomadic way of life leave a trace behind - a path marked by the graves of those who were important to them.
We Poles who arrived in Scotland after our country joined the European Union have been here for over a decade. Many younger ones have spent a bigger part of their lives here than in their native land. No wonder that we start to take roots here as well.
Sometimes it happens much too soon. My first grave in Scotland is that of Adam. Adam was a son of the owner of a company I worked for during my studies and for some time after graduation. He was always helping around this family business and so I often had a chance to talk to him, either when I met him working around the warehouse or when he was riding in a van with me as my driver's mate.
It was nothing unusual to arrive at the warehouse late at night to find him there, working on one of his two cars. They were his pride and joy. Adam loved motors and when he was not occupying himself with cherishing his red Vauxhall Astra, he was working on his old BMW, preparing it for competitions on the track. The only topic that put an even brighter spark in his eyes was his little sister.
But no matter the subject, it was fun to speak to him - always smiling, always happy to help, always ready to have some fun, but also willing to listen when you just needed to get a load off your back.
Little did we know that Adam had a heavy load on his back. Behind that smile and positive vibrations that were like rays of sun in the grind of the working day, there was a troubled young man fighting for survival.
Adam was suffering from depression. He didn't want us to know; nor did he want his family to worry about him. Every day he was putting on a mask and keeping that struggle to himself. That's why when one day I saw posts about a missing person popping up on my Facebook feed, my first thought was that it was some kind of silly prank.
It sounded like Adam, as sometimes he had some wild ideas. I felt something was not right, so I Googled his name - and I found the original appeal for the missing person on the Police Scotland website.
A few days later, the terrible news spread: Adam had lost his battle, depression had taken his life. After the initial shock, I started to blame myself: Why didn't I notice anything? He sometimes had such sad eyes. Maybe I am partially responsible, being one of those who mocked him after he crashed his car? Such thoughts kept me awake many nights.
At Adam's funeral, his family said they wanted to spread the message and raise awareness about depression. I took it to heart and did some reading. It helped me to better understand what had happened. Of course it did not make me an expert but I'd like to believe that now, if my friends needed support, I would know how to be there for them.
Raising awareness about mental issues such as Adam's is important. And I join his family in encouraging everyone to do some reading on the matter. I think Adam would like to see that too.
So this year my All Saints' Day will be different. Apart from all those graves in Poland, for the first time I will remember my Scottish friend. And even if Scotland does not turn out to be my place on Earth, and I find myself blown by the wind of life to the opposite corner of the world, on November 1 my mind will always go to a grave at the back end of Paisley's Hawkhead Cemetery, battered by Scottish November rains.
I took a root in Scotland.
In memory of Adam Alcroft, 22.2.92 - 26.11.15.
Comment by Tomasz Oryński (orynski.eu), a Polish freelance journalist living in Scotland. His work is published in Polish, English and Czech. He has studied physics, astronomy, eastern European politics and Czech and his professional interests include road haulage, politics, music and travel. His first Scottish job was driving a truck in the Outer Hebrides.
If you have been bereaved by suicide, support is available from Survivors of Bereavement by Suicide.
Szkocja to ostatnio jedno z lepszych miejsc na bycie Polakiem
Scotland is one of the best countries to be Polish nowadays
Olimpiada dobiegła końca. Ale czy taką imprezę miał na myśli de Coubertine?
What has happened to the Olympic ideal?
Czy Brexit to kolejny przykład brytyjskiej kultury marnotrawstwa?
Is Brexit yet another outgrowth of British throwaway culture?
Brexit: Czy faktycznie to Brytyjska Polonia powinna zacząć się martwić?
Brexit: Are Poles in the UK really the ones who should worry?
Gdzie podziało się nagle hasło Better Together?
What has happened to 'better together' all of a sudden?
Brytyjczycy uważają się za miłośników muzyki, ale nie mają pojęcia o tym, co w muzyce ma do powiedzenia Europa
Brits claim to be music lovers but dance only to the beat of their own drum
Czyli Westminster a sprawa polska
So, Westminster and the Polish...
Niewidzialni Polacy: Jak zmienia się polska społecznośc w Szkocji
Invisible Poles: How the Polish community in Scotland is changing